Remont parkingu przed domem przerodził się w remont całej uliczki osiedlowej, co mnie ogromnie cieszy, bo była w opłakanym stanie, pełna dziur i żwiru. Wiosną udało mi się nawet tam potknąć i dramatycznie skręcić nogę, dzięki czemu byłam wyłączona z życia przez prawie dwa tygodnie, a przez dwa kolejne jeszcze utykałam. Mam nadzieję, że już teraz nikt tam się nie potknie 🙂
Pozytywne wieści dotyczą też jednego z kotów, a konkretnie Luny, która ostatnio nabawiła się alergii (tak, koty też je miewają). Sytuacja wydaje się przynajmniej chwilowo ustabilizowana, a biedaczka już nie paraduje w kołnierzu weterynaryjnym, dzięki któremu przypominała lampę albo słonecznika (w zależności od modelu kołnierza).
No i wreszcie wczoraj był dzień spokoju. Ach, jakże za nim tęskniłam.
A jak Wam minął piątek?
Pozdrawiam,
A.








Dodaj odpowiedź do Agnieszka Anuluj pisanie odpowiedzi