Moje zwierzątka domowe

Nie, tym razem nie będzie o kotach 🙂 Jest to wpis z cyklu „Jak znalazłam to, czego nie szukałam”.

Zajrzałam do sklepu spożywczego. Lubię takie sklepy, gdzie można kupić jogurt z lokalnej mleczarni, szklanki, płyn do podłóg, karmę dla kota (aha! Element koci przemycony!) i świeże drożdżówki pieczone trzy ulice dalej. Sklep wielobranżowy. Na wakacjach takie miejsce to raj!

Weszłam do środka, a moją uwagę przykuły wyeksponowane tuż przy wejściu skarpetki. „Świetnie się składa” – pomyślałam, bo właśnie potrzebuję skarpetek. Kupiłam dwie pary, wodę, kefir i wróciłam do pensjonatu.

Rozpakowałam zakupy i zaczęłam uwalniać moje nowe skarpetki z okowów: papierowa metka, przeszycie nitką i metalowy klips. No i zalała mnie fala wspomnień!

Kiedy byłam mała, miałam psa – jamniczkę o imieniu Tina. Utrapienie dla moich rodziców, a zwłaszcza dla mojej mamy, ale dla mnie to było najcudowniejsze i najpiękniejsze stworzenie na świecie. Zanim jednak nastąpiła era Tiny, musiałam radzić sobie inaczej.

Były podwórkowe hodowle ślimaków w luksferach i w kaflach ze starego pieca, ale pomimo idealnych w moim odczuciu warunków (woda, dużo świeżej trawy i listków), podopieczni dawali nogę podczas mojej nieobecności. Zaskakująco szybko im się to udawało, biorąc pod uwagę przynależność gatunkową.

To był pewien minus, nie mogłam przecież w kółko szukać nowych okazów. Poza tym, miałam kategoryczny zakaz przynoszenia hodowli do domu, a jaki jest sens bycia takim hodowcą, skoro nie można się cieszyć ślimakami w zaciszu własnych czterech ścian?

Musiałam wpaść na inne rozwiązanie, bo rodzice ciagle jeszcze nie dojrzeli do posiadania psa. I wtedy, niczym rycerz na białym koniu, ratujący mnie przed brakiem zwierzątka, pojawiła się hodowla klipsów do skarpetek. W tym zajęciu widziałam dużo plusów. Po pierwsze, klipsy mieszkały sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, w plastikowym pudełku po spinaczach, w szufladzie mojego biurka. Po wtóre: nie uciekały, a liczebność stada była stała. To bardzo ułatwiało karmienie, ponieważ (po trzecie) żywiły się wiórkami z ołówków, których marki nie pamiętam, ale które miały to do siebie, że podczas temperowania strużynki układały się w zgrabne spirale. Po czwarte, nie trzeba też było wiecznie donosić świeżych roślin, kawałek krepiny czy bibuły były trwałe i estetyczne.

Taka była historia moich zwierzątek domowych 🙂 A czy Wy mieliście jakieś ciekawe hodowle w dzieciństwie?

Pozdrawiam,
A.

20 odpowiedzi na “Moje zwierzątka domowe”

  1. Awatar Mysza w sieci

    Hodowlą tego raczej nie nazwę, ale opiekowałam się Plastusiem, własnoręcznie zrobionym. Miał domek z kartonu, łóżko z pudełka od zapałek, ubrania i własną książkę zszytą wstążką. A tak poza tym standardowo, rybki, chomiki, myszki i przez dwa dni kot, który się przybłąkał i na drugi dzień zwiał. Na psa rodzice nigdy się nie zgodzili. A hodowla klipsów od skarpetek nigdy mi do głowy nie przyszła 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Agnieszka

      Och, Plastuś! Nie wpadłam na to, aby zrobić swojego, ale książkę uwielbiałam. Ja jeszcze miałam chomika i rybki, ale to już w wieku nastoletnim. Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  2. Awatar mmzd

    Czy dżdżownica może być ? przetrwała w dużym słoju z ziemią całą zimę. ps. Jamniki to moja psia miłość, zawsze były w moim życiu.Teraz ich fotografie wiszą nad moim biureczkiem. Aaa, jeszcze był Burek, ale on był chomikiem ;))

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar PKanalia

      dżdżownica jako zwierzak domowy to ciekawy pomysł, może mieć się świetnie w słoju z ziemią, tylko taką żyzną, bo piaskiem to się ona nie żywi…

      Polubione przez 2 ludzi

    2. Awatar Agnieszka

      O, dżdżownica jak najbardziej! To sukces hodowlany, gratuluję 🙂 Serdeczne pozdrowienia 🙂

      Polubienie

  3. Awatar jotka

    Takich hodowli nie pamiętam, ale wiem od mamy, że w starym domu mieliśmy jamnika, jeża i białe myszki.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Agnieszka

      Okazuje się, ze jamniki były popuralne na potęgę 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

      Polubienie

  4. Awatar PKanalia

    nigdy nie hodowałem zwierzaków, a także nie posiadałem, jedynie się nimi opiekowałem… od dawna są u nas jedynie koty i czasem psiak jako członkowie rodziny… za to z dziecięco i wczesnomałolackich czasów pamiętam za to rybki, kawie (świnki morskie), papużki i potem jeszcze dużo później suwaczki (myszoskoczki lub gerbilki)… co prawda niektóre czasem się rozmnażały, ale to było przypadkiem, poza kontrolą, więc trudno mówić o hodowli… p.jzns 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Agnieszka

      Szeroki wachlarz gatunków! Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Polubienie

  5. Awatar Pani od Puszka

    Haha! Twój tekst rozbawił mnie totalnie! Hodowla klipsów do skarpetek – geniusz dziecięcej wyobraźni🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Agnieszka

      Dziękuję 🙂 Trzeba było sobie radzić w oczekiwaniu na zmądrzenie rodziców 😉 Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Polubienie

  6. Awatar eclecticblizzardb8c4f6fe34
    eclecticblizzardb8c4f6fe34

    Ooo już wtedy byłaś pomysłowa.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Agnieszka

      Wyobraźnia dziecka nie zna granic 🙂

      Polubienie

  7. Awatar gleaming0cf9e4b201
    gleaming0cf9e4b201

    Cudowny tekst!

    Moi rodzice także raczej ciężko dojrzewaku do posiadania zwierzątek domowych. W ostateczności zgodzili się na kanarki, ale ja bardzo chciałam mieć psa. Wraz z koleżanką mieszkającą piętro wyżej opiekowałyśmy się bezdomnym pieskiem, którego nazwałyśmy Lampo, bo byłyśmy świeżo po szkolnej lekturze „O psie, który jeździł koleją”. Karmiłyśmy go kotletami i kiełbasą wykradanymi z domu. Pies darzył nas miłością, co manifestował nocnym szczekaniem pod naszymi oknami. W końcu znalazłyśmy mu dom i pozostałyśmy nieutulone w żalu i tęsknocie za naszym Lampo.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Agnieszka

      Jaka piękna historia, i to jeszcze ze szczęśliwym zakończeniem 🙂 Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie:)

      Polubienie

  8. Awatar Viola /My British Journey

    W moim domu od najmłodszych lat byl wielki zwierzyniec, mialam ochote go kiedys nawet opisać i chyba musze wrocic do tego pomysłu. Wszystko dzięki moim dziadkom, którzy przed wojną posiadali wielkie gospodarstwo wiejskie, stąd nie wystarczyl ogrod. Ku mojej wielkiej radości były zawsze ciekawe świata i ludzi kury, króliki z swoim cudnym futerkiem oraz koty i psy. Muszę przyznać,ze miałaś wielka potrzebę opiekowania się jakimś zwierzątkiem ale hodowla klamerek to juz naprawde wyższy level, jesli chodzi o pomysłowość.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Agnieszka

      Opisz koniecznie, ja na przykład bardzo chętnie bym to przeczytała! Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  9. Awatar Umowa z pająkiem – Niecodziennik

    […] i znowu wyszedł wpis o zwierzątkach domowych […]

    Polubienie

  10. Awatar Antonina

    Nie mogę znaleźć panelu do subskrypcji twojej strony .

    Polubione przez 1 osoba

    1. Awatar Agnieszka

      Chyba się udało 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do PKanalia Anuluj pisanie odpowiedzi

Archiwum:

Cześć, mam na imię

Agnieszka :)

Lubię zatrzymać się na chwilę, by spojrzeć na życie z wdzięcznością i spokojem. Wierzę, że każdy dzień niesie ze sobą coś wartościowego.

Na tym blogu dzielę się swoimi przemyśleniami o tym, co mnie otacza, czego doświadczamy, a także o rozwoju i zrozumieniu siebie. Staram się żyć coraz bardziej świadomie, uważnie i z miłością – do siebie i świata. 

Jeśli masz ochotę, zapraszam Cię do wspólnej podróży. Zachęcam do dzielenia się wrażeniami w komentarzach i mailach.

A jeżeli czujesz, że chcesz ze mną pracować, zapraszam do kontaktu 🙂

Bądźmy w kontakcie!