Pisałam ostatnio tutaj, jaką mam przyjemność z czytania blogów, nurkowania w Wasze historie, przeżycia, przemyślenia… Że tyle jest osób, które fantastycznie piszą. W postrzeganiu ludzkości bardzo mnie to podbudowuje, a zarazem inspiruje. Słowa przeczytane na innych blogach oraz to, co z sobą niosą, zostają ze mną i towarzyszą mi w różnych chwilach dnia. Na przykład, ostatnio czytałam blog Luci i mijając pewnego popołudnia sklep z produktami z Włoch, przypomniały mi się przepisy, które Lucia zamieszczała, jej włoskie opowieści. Weszłam do środka i poszwendałam się między półkami. Przypominały mi się moje pobyty we Włoszech, a ze wspomnieniami wróciły zapachy, widoki, smaki, emocje. Wyszłam z kawałkiem sera i zrobiło mi się bardzo włosko w sercu. Lucia, dziękuję 🙂
No i myślę, jak to taki blog żyje sobie własnym życiem. Raz napisany, jeśli go nie skasujemy, zostaje. Po kliknięciu „Opublikuj” wpis idzie w świat. Jest taki zupełnie nieskrępowany, na wolności. Jak dziki zwierz. Niezależny byt. Dokąd pójdzie? Co komu przyniesie? Na to autor nie ma już wpływu.
Jest jeszcze jedna strona tej wolności, przynajmniej ja tak to widzę. To wolność w pisaniu. Dla mnie to jest jak latanie. Wolność tworzenia. Wolność w swoim kawalątku internetu. Wolność pisania, możliwość kreacji swojego universum. I co najlepsze, że nie musi to być świat z rozmachem na miarę tolkienowskiego. Wystarczy nasz świat. Własny.
Mój poranek.
Mój kot.
Moja kawa.
Mój widok z okna.
Tak myślę, tak czuję.
Tak to widzę. Mylę się? Możliwe. Mogę zmienić zdanie. Mogę nie mieć racji.
Jestem człowiekiem.
Mogę dojrzeć. Rozwinąć się albo wprost odwrotnie, zwinąć.
Mój mały świat. Każdy ma swój. Niektórzy je opisują.
Miłego dnia,
A.








Dodaj odpowiedź do Kasia Anuluj pisanie odpowiedzi