
Witajcie 🙂
Dzisiaj zastanawiałam się nad zjawiskiem przypadku. Czy ono w ogóle istnieje? Bo wiecie, niektórzy uważają, że przypadków nie ma, a wszystko, co nas spotyka, po prostu ma się nam przydarzyć. To podejście jest bliskie deterministycznym koncepcjom filozoficznym, które z kolei przyznają tak zwanej wolnej woli ograniczone znaczenie. Od tego może dzielić nas zaledwie krok, aby usiąść i czekać na to, co nam przyniesie los, bo po co się wysilać, skoro i tak ma być, co będzie?
„I tak, i nie” – z humorem napisał Andrzej Fuliński, profesor emeritus Wydziału Fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie we wstępie do niezwykle ciekawego eseju, który jest dostępny w Repozytorium Uniwersytetu Jagiellońskiego, w dodatku online i całkowicie bezpłatnie! Powiem Wam, że to jest ta wspaniała strona internetu, za którą jestem szalenie wdzięczna! Nieustannie mnie zadziwia, do jakich zasobów możemy mieć dostęp, tyle wiedzy i możliwości jest na wyciagnięcie ręki! Jeżeli jesteście spragnieni filozoficzno-naukowych rozważań profesora Fulińskiego, to wklejam link: https://ruj.uj.edu.pl/server/api/core/bitstreams/a42be9d5-cb10-49af-b56b-8910b708a218/content.
Do niniejszych rozważań skłoniło mnie zupełnie niespodziewane spotkanie, które mi się przydarzyło dzisiaj po południu. Najpierw tytułem wstępu napiszę, że od niedawna uczę się grać w szachy i jeżeli pozwala na to czas, biorę udział w turniejach szachowych. Odbywają się one w różnych lokalizacjach w Warszawie, w której mieszkam oraz w jej okolicach. Czasami zdarza mi się dzięki temu udać do dzielnicy, w której nigdy wcześniej nie byłam. Tak było też dzisiaj. Turniej odbywał się w Markach, przez które do tej pory przejeżdżałam w drodze nad Zalew Zegrzyński czy w ogóle na północny wschód kraju. Po ponad pięciu godzinach i czterech partiach, z nieco przemaglowanym mózgiem wędrowałam chodnikiem w kierunku przystanku autobusowego, gdy nagle zadzwonił telefon. Popatrzyłam na ekran i się zdumiałam. Dzwoniła moja koleżanka, której nie widziałam ze cztery lata i do której od kilku tygodni chciałam zadzwonić.
- Widzę Cię!! – usłyszałam i zaczęłam kręcić głową na wszystkie strony jak papuga. – W prawo popatrz – kilka ułamków sekundy zajęło mi ustalenie, gdzie jest prawo i na co mam patrzeć.
Okazało się, że moja koleżanka właśnie wracała z córką z basenu, a ja akurat szłam chodnikiem przy ulicy, która wiodła do jej miejscowości, co oczywiście pamiętałam nawet w drodze na turniej, że ona tam właśnie mieszka i że to jest stosunkowo niedaleko, ale nie przyszłoby mi do głowy w najśmielszych snach, że tak się spotkamy. Jej córka wypatrzyła mnie przy przejściu dla pieszych.
Spotkanie było tym bardziej niezwykłe, że ja naprawdę od dłuższego czasu chciałam się do niej odezwać, bo byłam strasznie ciekawa, co u nich słychać i brakowało mi tego kontaktu (tak, tak, zbliża się wielkimi krokami wpis o relacjach z bliskimi osobami, bądźcie cierpliwi). Dziewczyny podrzuciły mnie do metra, chociaż było to w kompletnie odwrotnym dla nich kierunku i tak bardzo się cieszyłam, że je widzę, tak dobrze się rozmawiało, że w ogóle nie czułam tych czterech lat przerwy. Umówiłyśmy się kawę, a ja zostałam z roześmianym pysiem i pytaniem: jak to jest możliwe??? Jakim cudem chciałam do niej w ten weekend zadzwonić, ale spotkałam ją na żywo? To przecież nieprawdopodobne, że ja akurat skończyłam grać i wracałam do domu dokładnie w tym miejscu i czasie, w którym one jechały do domu! Że córka mojej koleżanki z mnóstwa rzeczy, które mogła robić, wybrała akurat patrzenie na ludzi, że mnie dostrzegła i rozpoznała! A poza tym, w ogóle mogliśmy robić cokolwiek gdziekolwiek!
Myślałam i myślałam, nie wyciągając żadnych wniosków. Do teraz nie wiem, czy to był przypadek, czy może tak miało być. Im dłużej się nad zastanawiam, tym bardziej mnie to fascynuje. Odpowiedzi brak, pozostaję w nie wiem 🙂
A co Wy uważacie na temat przypadku? Czy zdarzyło się Wam doświadczyć nieprawdopodobnych spotkań lub sytuacji?
Kończę zdjęciem kota, bo koty są fajne, a w dodatku ten wpis będzie miał taką klamrową budowę dzięki temu 🙂 Przypadek? 😉
Pozdrawiam serdecznie,
A.








Dodaj odpowiedź do Ania Anuluj pisanie odpowiedzi