Witajcie!
Znowu jest wieczór i chociaż ten wpis dojrzewał we mnie od kilku dni, to dopiero spokój dzisiejszej wieczorowej pory skłonił mnie do nadania mu formy nieco bardziej ostatecznej.
Piję herbatę, co jest moją osobistą anomalią, bo ja latem herbaty nie pijam, ale dzisiaj czuję się troszkę tak, jak jesienią. Nawet koty uległy magii chwili, chowając się w swoich sekretnych zakamarkach. Może to deszcz, może jego zapach, może jego szum? Trudno powiedzieć, po prostu jakaś siła przywiodła mnie na kanapę, posadziła z herbatą i komputerem, każąc otworzyć szkic tego wpisu i stukać w klawiaturę.
Chociaż nie jest to blog o sprzątaniu, to chciałam rozpocząć niniejszy post od przeprowadzonej przeze mnie niedawno akcji porządkowania biurka, które jest moim miejscem pracy. Ogromnie lubię ten mebel, drewniany, prosty, solidny, z niebieskimi szufladkami i nadstawką. Trochę taki sekretarzyk. Na nadstawce stoją kwiatki, dodatkowe dwie mini-komódki, ozdóbki, jest kolorowo, tak po mojemu. Dostałam go w pandemii od dawnej uczennicy, która wtedy robiła porządki i pamiętała (jakże szczęśliwie dla mnie!), że kilka lat temu oferowałam jej całkiem porządne pieniądze za to biurko, które obecnie trudno uznać za modne czy zgodne z obowiązującymi trendami. Ale dla mnie to biurko jest ponadczasowe, po prostu takie moje i za każdym razem, kiedy przy nim siadam, bardzo się z tego cieszę. I czuję ogromną wdzięczność za to, że dzięki życzliwości i dobrym chęciom fajnej osoby znalazło u mnie swój drugi dom.
Jeśli nie przeszkadza Wam swobodny styl pisania, to spieszę z dygresją, że najmniejszy z kotów przyszedł na szybkie przytulaski, ale nie wykluczam głodu (oczywiście kota) jako motywacji do nagłego wybuchu uczuć. Ta wizyta natchnęła mnie do znalezienia odpowiedniej ilustracji i udało się! Nie mój kot, nie moje ręce ani komputer, ale mój też jest czarny, a ja właśnie piszę na komputerze, więc – jak by to powiedzieli w obcym języku- close enough. A poza tym, zawsze jest dobra pora na zdjęcie kota 🙂

Ale do brzegu! Jakiś czas temu uznałam, że czas posprzątać biurko. Wyrzuciłam niepotrzebne papiery, odłożyłam na miejsca przedmioty, które tam się znalazły przez przypadek, umieściłam wszystkie długopisy, ołówki i szydełka w dwóch starych kubkach z Włocławka. Śmieci powędrowały do kosza. Oglądając serial, przez dłuuuuuuugą chwilę (jakieś półtora odcinka) rozplątywałam kłąb włóczek, którymi bawiły się koty. Wreszcie moim oczom ukazał się czysty blat biurka. Przetarłam jeszcze całość wilgotną szmatką i odczekałam, aż wszystko dobrze wyschnie. Postawiłam komputer na blacie, usiadłam i westchnęłam z zadowoleniem. Było dobrze. A tuż potem pojawiło się pytanie: „Co teraz?” Jest pusto, mam miejsce, mam czystą przestrzeń. Czy coś ją wypełni? A jeśli tak, to co?
Poszłam do kuchni po kawę, a kiedy z nią wróciłam i ponownie usiadłam przy biurku, uderzyła mnie myśl, od której nie było odwrotu: „No to teraz robimy tego bloga!” I się zaczęło 🙂
Na pewno domyślacie się, co chcę powiedzieć tym może trochę za prostym i niezbyt wyszukanym przykładem. Słusznie, to dokładnie tak zadziałało: zrobiłam miejsce na coś nowego.
Często zdarza się, że obrastamy. Wraz z upływem czasu obrastamy w znajomości, rzeczy, zobowiązania, przekonania – obrastamy we wszystko, w co tylko się da. I bywa tak, że czujemy się przytłoczeni tą masą, która się do nas przyczepiła i nie puszcza, coraz bardziej spowalniając każdy nasz ruch i przede wszystkim zajmując tyle miejsca, że już nic nie pozostaje na nowe doświadczenia i przeżycia.
Doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, a nasza wydolność, koncentracja, energia to zasoby, które ulegają wyczerpaniu. Im więcej na sobie wleczemy, tym trudniej nam iść.

Mówimy sobie, że damy radę, że jeszcze trochę, że sami tego chcieliśmy – tutaj na pewno każdy z Was z łatwością znajdzie odpowiednie wytłumaczenie. Oczywiście, są takie momenty w życiu, kiedy trzeba zacisnąć zęby i przetrwać, ale kiedy kryzys czy ciężki okres miną, warto zadać sobie pytanie, czy można coś zmienić, aby w przyszłości uniknąć niepotrzebnego przeciążenia. Na dłuższą metę, eksploatowanie siebie do granic możliwości jest dla nas po prostu szkodliwe, a w wyjątkowych sytuacjach można skończyć, jak pan na powyższym obrazku, po prostu przygniecionym rzeczywistością.
Często okazuje się, że są rzeczy lub działania w każdym obszarze naszego życia, z których można zrezygnować albo zmienić je tak, aby żyło nam się lepiej.
Na przykład, można wprowadzić elementy minimalizmu do strefy odzieżowej i skompletować garderobę głównie z tych ubrań, które naprawdę nosimy (zazwyczaj to jest tych kilkanaście sztuk odzieży, w których rzeczywiście chodzimy, widoczne na pierwszy rzut oka po otwarciu szafy). Można wieczorem przygotować sobie drugie śniadanie do pracy czy ubranie, które mamy założyć następnego dnia, żeby dać samemu sobie fory w porannej gonitwie. Można też uznać, że lepszym rozwiązaniem jest wyskoczenie po gotową kanapkę do piekarni obok pracy i w ogóle nie zaprzątanie sobie głowy przygotowywaniem jedzenia.
Każdy z nas na co innego będzie zwracał uwagę, gdzie indziej szukając miejsca do usprawnień. Co więcej, w różnych okresach naszego życia nasze priorytety będą ulegały przeobrażeniom i warto, podążając za nimi, na bieżąco dokonywać zmian w naszej codzienności, bo dzięki temu będzie ona najlepiej odpowiadała naszym prawdziwym w danym okresie potrzebom.
Po co to wszystko? Czy warto zmieniać coś, co może niedoskonale, ale jednak działa? Uważam, że warto. Warto co jakiś czas przyglądać się sobie i pytać samego siebie, czy wszystko nam jest potrzebne. Czy coś można zorganizować lepiej? Dotyczy to zarówno przedmiotów, działań, jak i naszych myśli oraz przekonań.
Sprzątając w środku i na zewnątrz, robimy miejsce na to, aby w naszym życiu mogło się pojawić coś nowego. Można z Marie Kondo i jej filozofią minimalizmu jako źródła szczęścia w życiu się zgadzać lub nie, ale nie da się zaprzeczyć faktowi, że do zapchanej szafy trudno wcisnąć nowe spodnie, a w szczelnie wypełnionym grafiku znaleźć miejsce na nowe spotkanie czy aktywność.
Co więcej, często takie małe sprzątanie, niezależnie od tego, czy ma miejsce w naszej głowie, czy na przykład w szufladzie, motywuje nas do większych porządków, do podejmowania działań i wprowadzania zmian, które często mają olbrzymi wpływ na nasze życie.
Na zakończenie wklejam dwa krótkie klipy, w których możecie posłuchać Jordana Petersona, dla którego sama czynność sprzątania może być potężnym narzędziem w pracy terapeutycznej:
Aha, i jeszcze jedno! W nosie mam to, że ktoś uważa czyste biurko za oznakę pustki w głowie, a bałagan za dowód intelektualnego bogactwa 🙂 Liczne badania dowodzą, że bałagan może mieć negatywny wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie psychiczne, a nawet przyczyniać się do odczuwania lub pogłębiania stanów lękowych, co bezpośrednio przekłada się na jakość naszego życia. Dlatego zachęcam Was do uporządkowania dzisiaj jednej małej rzeczy. Jeśli się na to zdecydujecie, napiszcie, proszę w komentarzach, co to było i jak się potem poczuliście.
A gdzie Ty dzisiaj posprzątasz? Na co chcesz zrobić miejsce w swoim życiu?
Życzę Wam miłego wieczoru,
A.








Dodaj odpowiedź do Agnieszka Anuluj pisanie odpowiedzi